Nauczmy się żyć z dzikami

Zagadnienie dzików zgłębiam od dość dawna, jako mieszkaniec Wawra, a także jako radny (do tych posiedzeń komisji należałoby dorzucić moje liczne indywidualne spotkania z podmiotami odpowiedzialnymi merytorycznie za problem). Pokuszę się więc w tym tekście na pewne podsumowanie… Mam pełną świadomość, że nie wszystkich usatysfakcjonuję, ale uważam, że czas już nazwać pewne rzeczy po imieniu.

Z dzikami mieszkającymi w Wawrze – w bezpośrednim sąsiedztwie naszych domów, osiedli czy posesji, spotykanymi co dzień na drodze, podczas spacerów, czy wycieczek rowerowych, obserwowanymi zza okien naszych aut – powinniśmy się nauczyć żyć. Nie ma bowiem żadnego skutecznego sposobu spowodowania, aby wyprowadziły się na stałe i nieodwołalnie z naszej dzielnicy. Dziki, których populacja zwielokrotniła się w ostatnim trzydziestoleciu w całej Polsce, doskonale zaadaptowały się do życia w warunkach miasta. W terenie zabudowanym jest cieplej (średnio o 3 stopnie Celsjusza) niż w lesie, występuje w nim też większa dostępność pożywienia dużo bardziej urozmaiconego (są tacy wśród nas, którzy dokarmiają dziki). O ile locha żyjąca w warunkach naturalnych ma jeden miot w roku, o tyle lochy “miejskie” mają dość regularnie dwa mioty, i każdorazowo nawet ponad 10 warchlaków… Dzikom sprzyja brak naturalnych przeciwników – rysiów (to akurat dobrze), choć akurat wataha wilków stwierdzona została w Kampinosie, a też nie wyklucza się śladów wilka w rejonie Mińsk Mazowiecki – Osieck (spokojnie – wilk do miasta nie przyjdzie – zdaniem fachowców dużo bardziej boi się człowieka niż dzik). Ze sposobów zorganizowanego, planowanego radzenia sobie przez człowieka z dzikami pozostaje odstrzał – zarządzany bardzo wyjątkowo, ze względów zrozumiałych, w obszarze administracyjnym Warszawy (dwukrotnie w ostatniej dekadzie). Na stałe prowadzony jest odłów – w 2016 roku odłowiono w całej Warszawie 623 dziki w 43 odłowniach (w Wawrze – 118 dzików w 9 odłowniach).

Jak radzić sobie z dzikami, gdy je spotkamy? Przede wszystkim – nie bać się. Dzik boi się bardziej, a nie słyszałem dotąd o przypadku, aby zrobił krzywdę człowiekowi. Bardziej nerwowa jest locha z warchlakami – ale wówczas, aby zaatakowała, należy się znaleźć pomiędzy nią, a dziećmi, a to już nie takie łatwe. Pies podczas spaceru winien bezwzględnie znajdować się, zgodnie z przepisami, na smyczy. Nasze posesje należy szczelnie i solidnie ogrodzić. Zawsze też, widząc dzika, można zadzwonić z prośbą o pomoc do łowczych (numery telefonów: 600 020 746, 600 020 747) lub Eko-Patrolu (numer telefonu 986). Na terenie szczególnie uczęszczanym przez dziki istnieje możliwość ustawienia odłowni – jest to nieco skomplikowane, ale wykonalne i dość skuteczne narzędzie okresowego wyeliminowania dzików z okolicy.

Zakładając, wyłącznie teoretycznie – bo jest to zadanie niewykonalne – że nagle zostałyby wyeliminowane wszystkie dziki z obszaru Wawra – kwestią czasu pozostaje, kiedy sprowadzą się tu nowe osobniki. Bo Wawer ma jeszcze tę zaletę, którą upodobały sobie dziki, że jest najbardziej zalesioną miejską (i willową) dzielnicą Warszawy, mającą do tego dość długi i rozłożysty dostęp do brzegu Wisły. To doskonałe warunki nie tylko dla dzików, ale też dla saren, lisów, zajęcy, wiewiórek, jeży, kun, nietoperzy i innych dzikich zwierząt. Czyż nie dla bliskości lasu i natury wielu z nas tu się sprowadziło i zamieszkało? A retorycznie zabrzmi odwieczne pytanie – kto w Wawrze był pierwszy: dzik czy człowiek?

(na zdjęciu: warchlaki – sieroty, bez matki odchowane w przystosowanym ku temu zapleczu Lasów Miejskich)

Michał Tomasz Żebrowski- wawerski radny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *